4 czerwca 1989 r. – 30 lat później. Debata o tym, jak obywatele powiedzieli „nie” peerelowskiej Polsce

0

Stargardzkie obchody 30. rocznicy wyborów, które odbyły się 4 czerwca 1989 r., rozpoczęły się debatą w SCK z udziałem uczestników i świadków ówczesnych wydarzeń. Debata nie ograniczała się tylko do wspominania tego, co działo się przed 30 laty. To była także rozmowa o ideach, wartościach i postawach ludzi.

W piątek, 31 maja na scenie sali kinowej pojawili się: Artur Balazs, Waldemar Gil, Roman Kierys, Jan Kozłowski,  Edward Radziewicz, Józef Stachowiak i Mieczysław Ustasiak. Debatę „Świadkowie czasu. 30 lat WOLNOŚCI” prowadziła wicedyrektor Muzeum Archeologiczno-Historycznego Jolanta Aniszewska. Na widowni zasiedli uczniowie stargardzkich szkół i zaproszeni goście.

– 30 lat temu, kiedy w Polsce odbyły się częściowo wolne wybory, w naszym kraju tak naprawdę przeprowadzono bezkrwawą rewolucję. Często przecież przemianom ustrojowym towarzyszą krwawe bunty i agresja władzy. Mamy to szczęście, że w tamtych czasach byli w Polsce ludzie, którzy rozwiązali te problemy inaczej. Powinniśmy im dziękować, że nie mieliśmy w kraju wojny domowej. To oni doprowadzili do kompromisu – mówił prezydent Rafał Zając.

Nie było lepszej i bezpieczniejszej drogi dla Polski

W podobnym tonie wypowiadał się Artur Balazs, który na wstępie przyznał, że jego przygoda z polityką zaczęła się właśnie w Stargardzie. Był uczestnikiem Okrągłego Stołu (negocjacje prowadzone od 6 lutego do 5 kwietnia 1989 r. przez przedstawicieli władz PRL, solidarnościowej opozycji i strony kościelnej), który poprzedzał wybory.

– Wiem, że wzbudzał on kontrowersje. Ale wtedy nie było lepszej i bezpieczniejszej drogi dla Polski. Każdy inny scenariusz mógł skutkować nie znanymi dla nas konsekwencjami – mówił Balazs.

Później dodał: – Moje wnuki nie do końca wiedzą, o co w tym wszystkim chodziło. Trzeba o tym mówić. Ja wiem jedno: dla nas cena wolności była bardzo wysoka (po wprowadzeniu stanu wojennego Artur Balazs był dwukrotnie więziony).

Kolejny mówca Edward Radziewicz (w 1988 r. stanął na czele Międzyzakładowego Komitetu Strajkowego; organizował struktury związku na Pomorzu Zachodnim; w 1989 r. brał udział w obradach plenarnych Okrągłego Stołu) przyznał, że bardzo nie lubi mówić o sobie. I że bardzo go irytuje, gdy słyszy o sobie: bohater.

Po prostu wrzucili kartkę

– Prawdziwym bohaterem było ówczesne społeczeństwo – ludzie którzy poszli na wybory i zagłosowali tak, a nie inaczej. To było złote pokolenie wolności. Po prostu wrzucili kartkę! Wcześniej wiele krwi się polało, wielu zginęło – mówił Radziewicz. – Ja byłem prostym robotnikiem w porcie. Ale udało mi się w 1988 r. poderwać załogę do strajku. Stało się to po tym, jak antyterroryści i zomowcy spacyfikowali strajk w Hucie im. Lenina. Pojechałem tam i widziałem pobitych ludzi. Byłem wściekły. Pomyślałem: „Nigdy więcej!”. Gdy później trwał nasz strajk w porcie, zostaliśmy otoczeni. A my siedząc na wózkach widłowych krzyczeliśmy: „Chodźcie, zobaczymy, ilu was zostanie!”. I mówili to ludzie z podstawowym wykształceniem. My ten strajk, który był ekonomiczny, a stał się polityczny, przegraliśmy, tak jak teraz nauczyciele. Mimo wszystko okazał się on zaczynem późniejszych wydarzeń.

Były to: Okrągły Stół, rejestracja NSZZ „Solidarność”, czerwcowe wybory.

Jan Kozłowski, b. pracownik ZNTK, nawiązując do Okrągłego Stołu, stwierdził: – Zrobiliśmy tyle, ile wtedy można było zrobić.

Z internowanym działaczami „S” władza poczynała po swojemu. Józef Stachowiak opowiadał, że mimo kategorii D ze względów zdrowotnych, a co za tym szło – niezłożenia przysięgi wojskowej, jednak trafił do specjalnego obozu wojskowego w Czerwonym Borze. I musiał uczestniczyć w ćwiczeniach. Przypłacił to chorobą nerek i pobytem w szpitalu.

To były wybory o wszystko

Jolanta Aniszewska zapytała o przygotowania do wyborów 4 czerwca. Było bardzo mało czasu na kampanię.

Jan Kozłowski mówił, że zgłaszały się prywatne osoby z własnymi samochodami i zapasem paliwa, i rozwozili plakaty i ulotki. – Jeździliśmy od wsi do wsi, szukaliśmy z pomocą proboszczów aktywnych ludzi, którzy na swoim terenie poprowadziliby kampanię. Wszędzie tłumaczyliśmy, co jest naszym celem. To były wybory o wszystko.

Artur Balazs przypomniał, że obaj z Waldemarem Gilem kandydowali do Sejmu. Ostatecznie ten drugi zrezygnował ze startu w tych wyborach na rzecz Balazsa.

– To była dla mnie trudna sytuacja. Gdyby nie wielkość Waldka, nie wiadomo, co – w sytuacji walki między nami – z tego kandydowania by wyszło. To dzisiaj nie zdarza się w polityce, że ktoś rezygnuje z własnych ambicji i jeszcze zostaje szefem kampanii wyborczej swojego konkurenta. Wygrana nie była pewna. Nasi przeciwnicy mieli wszystko – mówił Balazs.

Nam się nie marzyło, że premierem będzie ktoś z naszego obozu

Skala sukcesu wyborczego środowiska „S” zaskoczyła wszystkich. Opozycja „wzięła” cały senat i 161 mandatów z przysługujących jej 35 proc. miejsc w Sejmie. I to właśnie 460 posłów tego Sejmu, nazywanego kontraktowym, zaczęło przeprowadzać Polaków z PRL do RP.

– Od tych wyborów wydarzenia polityczne potoczyły się błyskawicznie. Powstał rząd Tadeusza Mazowieckiego. Nam się nie marzyło, że premierem będzie ktoś z naszego obozu – stwierdził Artur Balazs.

– Jak pan przekonał swoje otoczenie, żeby głosować na Artura Balazsa – pytała Gila prowadząca debatę.

– To było bardzo trudne. Byłem kandydatem Komitetu Obywatelskiego „S”. Wiem, że Artur nie chciał konfliktu z nami. Żeby sprawę załatwić, przyjechał do Stargardu Bronisław Geremek. Spotkaliśmy się w moim domu. Przekonywał nas, aby się dogadać. No i doszło do tego precedensu politycznego. Nikt nie wiedział, jak zachowają się obywatele Stargardu. Okazało się, że w tym okresie Polska miała szczęście – mówił Waldemar Gil, który w pierwszych wyborach samorządowych w wolnej Polsce został prezydentem Stargardu. Jak mówił potem, demokracja to odpowiedzialność, to służenie innym.

W demokracji trzeba ciągle się edukować

Gorzką refleksją o trudnych narodzinach Solidarności’80 podzielił się jej przewodniczący Henryk Konieczny. Później zapytał uczestników debaty: – Czy państwo jesteście zadowoleni z tego, co jest teraz? Jaka przyszłość nas czeka?

– Jeśli chodzi o rolników, to są oni największym beneficjentem wejścia do UE. Konkurują z największymi. Oczywiście, jest część obywateli, która nie skorzystała z transformacji ustrojowej. Dziś władza robi pewne gesty, żeby to wyrównać – powiedział Artur Balazs.

Jan Kozłowski zwracając się do młodzieży, zaznaczył: – PRL było państwem totalnego kłamstwa. Ono przeżarło ten system, dlatego on musiał paść. I gdy wy będziecie budować Polskę, to musicie to robić w oparciu o prawdę.

Padło pytanie, czy dzisiaj, po 30 latach od wyborów, siedzący na scenie są usatysfakcjonowani pamięcią o ruchu obywatelskim z 1989 r.

– Najważniejsze to solidarność społeczna. Ważne jest, żeby realizować swoje marzenia i projekty na drodze negocjacji. A do tego konieczna jest umiejętność panowania nad emocjami i wiedza, że zmiany wymagają czasu – mówił Waldemar Gil. – Chcieliśmy demokracji obywatelskiej. Czy udało się nam ją stworzyć? Być może za szybko chcieliśmy mieć władzę, jak w PRL. Może to jest naszym grzechem, że sami nie dochowaliśmy ideałów. W demokracji trzeba ciągle się edukować.

To my decydujemy o kraju, jaki będzie

Artur Balazs wypunktował: ruch „Solidarności” zmienił Europę; sukces „S” jest bezapelacyjny – bezkrwawo zmienił system; to wszystko działo się w klimacie innym, niż jest teraz, kiedy to – wyrosłe z jednego pnia – PO i PiS tak bardzo się różnią, powodując podziały, które budzą emocje.

– Dzisiaj mam takie przesłanie, że potrzeba odbudowy wspólnoty narodowej, tego, żeby być razem – powiedział na koniec Balazs.

Jan Kozłowski dodał, że w latach 80. Polacy doświadczyli takiej wspólnoty m. in. za sprawą papieża JP II.

Jeden z uczniów zauważył: – W mediach czyta się, że dzisiaj jest gorzej niż za komuny.

– To absurdalne stwierdzenie – powiedział Jan Kozłowski.

Waldemar Gil stwierdził, że podczas zaborów, w każdym ucisku ludzie żyją i przeżywają. Później podkreślił: – Jeśli chcemy demokracji i wolności obywateli, to uczmy się odpowiedzialności. Zwracajmy uwagę na elementy dyktatury, ograniczanie samorządności – nie można do tego dopuścić. To my decydujemy o kraju, jaki będzie.

tekst i zdjęcia Bożena Kuszela

 

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

SKOMENTUJ TEKST

Wprowadź swój komentarz!
Wpisz imię