„Stargard tajemniczy i nieznany” – wciąż odkrywany i zaskakujący

0

Za nami kolejny spacer z cyklu „Stargard tajemniczy i nieznany” – z pewnością jeden z dłuższych i tematycznie bardzo wielowątkowy. Na jego trasie były m.in. mozaiki, wydobyte z ziemi porcelanki, kamienice ze zdobieniami, ściana chwały, bunkry wojenne, wizyta na przedmieściach Kępa i Wik, wystawa w muzeum i katowskie opowieści w Piwnicy TPS.

Przewodnikiem był – jak zawsze w stylowym ubraniu – Jerzy Waliszewski.

Start nastąpił przy Bydgoskiej 63, koło mozaikowej kompozycji z lat 70. ub. w. Ponad 100-osobowa grupa, idąc wzdłuż tej ulicy i podziwiając detale architektoniczne znajdujących się tam kamienic, zatrzymała się koło domu Roberta i Remigiusza Paduchów. Ten przystanek był jednym z najciekawszych podczas spaceru – i ze względu na prezentowane zbiory, m.in. znalezione w ziemi na ich posesji, i ze względu na opowieści o nich. Zachwycała kolekcja ślicznych porcelanek (porcelanowe korki do butelek, głównie piwa – dawniej jedyna forma reklamy), butelki, szklane pojemniki na kremy, porcelanowe figurki i inne rzeczy sprzed 1945 r.

Czytać architekturę jak książkę

– Tu, gdzie jesteśmy, był teren bagienny. Dawny właściciel nawiózł tu popiołu – od bramy do ogrodu. W tym gruncie znaleźliśmy 2200 butelek, 160 słoików i 1000 porcelanowych zamknięć – mówił pan Remigiusz, ze swadą opowiadając o niektórych z tych znalezisk. Zainteresowanie nimi było bardzo duże.

Na koniec gospodarz podkreślił: – Poznawajmy historię, lubmy ją i szanujmy.

Więcej informacji na: www.stargard.porcelanki.net

Gdy grupa opuszczała już Bydgoską, przewodnik zachęcał, aby architekturę tamtejszych kamienic z kunsztownymi zdobieniami czytać tak, jak czyta się książkę.

– Oby nigdy te budynki nie zatraciły swego charakteru – podkreślił Jerzy Waliszewski.

Na skrzyżowaniu Bydgoskiej i Obwodnicy Staromiejskiej wszyscy zatrzymali się na skwerze, przy którym stał budynek pełniący kiedyś funkcję szpitala – pierwszego polskiego po wojnie. Otwarto go w maju 1945 r., mieścił się tam oddział wewnętrzny.

Remont kamienicy – i zdobień nie ma

Po drugiej stronie ulicy, na skrzyżowaniu Bydgoskiej i Skłodowskiej-Curie, był kolejny przystanek – przy urokliwej willi należącej do parafii pw. NMP. W przeszłości zbudował ją dla siebie architekt Heinrich Deneke, któremu zawdzięczmy regotyzację obecnej kolegiaty.

Idąc dalej, uczestnicy spaceru obejrzeli dwie kamienice przy ul. Robotniczej: jedną ze zdobieniami, w której mieści się Zbór Kościoła Zielonoświątkowego, i drugą mieszkalną – po remoncie elewacji, w wyniku którego budynek ten stracił część swoich zdobień, a więc i swój charakter.

W sąsiedztwie dawnego Polmo, wcześniej części fabryki Junak w Szczecinie, wszyscy na chwilę poczuli klimat PRL za sprawą „ściany chwały”, na której wypłowiały już mural z dumą wymienia „naszych kooperantów” – w mniejszych i większych miastach w całej Polsce.

Krótki przystanek przed Pałacem Panorama, kiedyś Domem Bractwa Kurkowego (1861), i grupa przemieściła się na ul. Skłodowskiej-Curie, gdzie również można było podziwiać kamienice ze zdobieniami, w tym jedną odrestaurowaną z szacunkiem dla jej architektury.

Bunkry bojowe wciąż są

Nowym wątkiem tematycznym było zwiedzanie stargardzkiej linii Maginota – umocnień, których widomym znakiem były trzy bunkry bojowe w różnych miejscach, w tym na terenie posiadłości jednego z domów.

Przemarsz na dwa przedmieścia Kępa i Wik przypomniał o średniowiecznej historii Stargardu. Obiektem podziwu był znajdujący się tam maszt elektryczny z pocz. XX w. z pietyzmem wyremontowany przez Eneę.

Spacer powoli dobiegał końca. Gdy grupa przeszła na ul. Krzywoustego (d. Królewska) przed Basztą Lodową, przewodnik powiedział: – To jedno z najpiękniejszych miejsc w Stargardzie  – z basztą, Basteją i secesyjną willą.

Uczestnicy wycieczki zdążyli jeszcze zobaczyć w Muzeum Archeologiczno-Historycznym wystawę „Dawno temu na budowie” autorstwa Marcina Burdzieja. Specjalnie dla nich MAH przedłużył o tydzień tę ekspozycję.

Spacerowicze mieli jeszcze siłę, aby przejść w miejsce prowadzonych w latach 2015-2017 badań archeologicznych przy ul. Szewskiej, których plon można było obejrzeć na planszach ze sfotografowanymi i opisanymi znaleziskami. Po drodze wszyscy zatrzymali się nad Kanałem Młyńskim, gdzie przed wiekami stał dom kata.

Jak w przeszłości funkcjonował kat

W końcu wycieczkowicze, już w mniejszej – niż na początku – liczbie, dotarli do Piwnicy Towarzystwa Przyjaciół Stargardu.

To był finał mrożący krew w żyłach. Zaczęło się od refleksji. Jerzy Waliszewski, jako komisarz policji z pocz. XX w., odczytał z (atrapy) miecza katowskiego sentencję: „Kto ma nadzieję żyć wiecznie, ten nie musi bać się śmierci”. A później mówił o tym, jak w przeszłości funkcjonował kat.

Żeby nim zostać, chętni musieli zdać specjalny egzamin katowski. Jak głosi legenda, mówił przewodnik, kandydat na kata kładł mrówkę na pieńku i tak precyzyjnie musiał uderzyć toporem, by oddzielić jej główkę. Musiał też znać dobrze anatomię człowieka, by nie zawieść, kiedy miał „sprawę z szyją”.

Nie nosił kaptura, ale rękawiczki – tak. Płacono mu „tygodniówkę”. Kiedy wykonał wyrok, brał sobie rzeczy skazańca.

Śmierć przez ścięcie głowy należała do tych lepszych. Dla najgorszych przestępców nie było miecza, była śmierć przez powieszenie. Ich pochówek odbywał się przy szubienicy.

Choć kat był swoistym urzędnikiem, to jednak powszechnie pogardzanym. Spluwano za nim, a jednocześnie chętnie uczestniczono w przeprowadzanych przez niego egzekucjach.

Po tych ponurych opowieściach spacer zakończył się. Trwał 3,5 godz. Oklasków dla Jerzego Waliszewskiego przewo dnika nie zabrakło.

tekst i zdjęcia Bożena Kuszela

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

SKOMENTUJ TEKST

Please enter your comment!
Please enter your name here