PGE Spójnia Stargard. Po trzech meczach 1:2

0

W dwóch pierwszych meczach ćwierćfinału fazy play-off podopieczni Marka Łukomskiego przegrali z faworyzowaną drużyną Enea Zastal BC. Ale to było w Zielonej Górze. Po przeniesieniu rywalizacji do Stargardu, PGE Spójnia pokonała rywali, przez co wydłużyła szanse na ostateczny sukces.

Faworytem, niezależenie od miejsca, był lider po rundzie zasadniczej Enea Zastal BC Zielona Góra.

Środowy mecz początkowo układał się po myśli gospodarzy, którzy po niespełna 4 minutach wypracowali 8-punktowe prowadzenie. Spójnia jeszcze w pierwszej kwarcie nie tylko odrobiła straty, ale zakończyła ją z jednym oczkiem przewagi (20:21).

W drugiej odsłonie ponownie inicjatywę przejęli miejscowi, choć nie potrafili zdobyć znaczącej różnicy punktowej. Z czasem to stargardzianie zaczęli lepiej grać i odskoczyli nawet na 5 oczek. Ostatecznie drużyny na długą przerwę schodziły przy remisie, po 40.

Trzecia kwarta minęła pod znakiem wzajemnej wymiany ciosów i dopiero w końcówce Zastal wyszedł na prowadzenie 64:57.

Ostatnia odsłona zdecydowanie należała do gospodarzy. Systematycznie budowali przewagę, nie dopuszczając rywali do głosu, i ostatecznie wygrali 80:60.

W czwartek zespoły ponownie spotkały się na parkiecie Zastalu.

Pierwsza kwarta minęła pod znakiem skuteczniejszej gry Spójni, co zresztą znalazło odzwierciedlenie w korzystnym dla niej wyniku 15:23.

W drugiej odsłonie podopieczni Marka Łukomskiego mieli już 12 oczek przewagi i na długą przerwę Spójnia schodziła, prowadząc 30:42.

Po zmianie stron przewaga przyjezdnych zaczęła topnieć i już w połowie trzeciej kwarty wynosiła zaledwie jeden punkt. Spójnia co prawda na chwilę ponownie zdołała odskoczyć, ale Zastal szybko odrobił straty i na ostatnią odsłonę zespoły wchodziły przy remisie 57:57.

Wówczas, po „trójce” Mateusza Kostrzewskiego, stargardzianie stanęli na ponad 4 minuty. W tym czasie miejscowi wypracowali przewagę 9 punktów. Od tego momentu prowadzenie Zastalu tylko rosło i w najlepszym fragmencie osiągnęło blisko 20 oczek. Po końcowej syrenie Zastal mógł się cieszyć z nieco mniejszej wygranej 89:74.

Po tych meczach rywalizacja przeniosła się do Stargardu. W poniedziałek obie drużyny spotkały się po raz trzeci. Podopieczni Marka Łukomskiego mieli ogromne nadzieje, że nie po raz ostatni. Nadzieja połączona ze skuteczną grą przyniosła bardzo pozytywny efekt.

Początek należał do Zastalu, który objął prowadzenie 5:0. Po połowie pierwszej kwarty z przewagi gości nic już nie pozostało. Co więcej, z każdą kolejną minutą to stargardzianie oddalali się i po 10 minutach to oni dysponowali 7-punktową przewagą.

W drugiej odsłonie Zastal zbliżył się na 2 oczka, Spójnia odskoczyła na 8 punktów, a po 5 minutach ponownie była różnica 2 oczek. Wtedy jednak rywale stanęli, a Spójnia do zejścia na długą przerwę zdołała wypracować 11-punktowe prowadzenie.

Po zmianie stron Zastal ambitnie ruszył do odrabiania strat, co po 6 minutach przyniosło efekt w postaci remisu 54:54. Końcówka wyglądała nieco lepiej po stronie miejscowych, dlatego to oni na ostatnią kwartę wchodzili z przewagą 2 oczek.

Tę lepiej rozpoczęli przyjezdni, bo od „trójki”, ale potem nastąpił 2-minutowy przestój lidera rundy zasadniczej, w trakcie którego Spójnia zdobyła 6 punktów.

Od tego momentu stargardzianie starali się, aby nie zaprzepaścić tej przewagi. Na 2 minuty przed końcem Zastal zbliżył się na jedno oczko, ale Spójnia przetrzymała to, odskoczyła na kilka punktów i zapewniła sobie zwycięstwo 82:77.

W środę kolejny pojedynek. Walka toczy się do trzech wygranych. Jeśli Spójnia zwycięży, decydujący mecz odbędzie się w Zielonej Górze.

mk

grafika – źródło: spojniastargard.com

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

SKOMENTUJ TEKST

Wprowadź swój komentarz!
Wpisz imię