Krzyż „Solidarności” w Lipniku. Upamiętnia miejsce, gdzie kiedyś stał poniemiecki kościółek  

2

W sobotę 9 maja 1981 r. w Lipniku k. Stargardu poświęcono krzyż. Jeden z pierwszych na Pomorzu Zachodnim. Mija 40 lat od tego wydarzenia. Opisała je wówczas Jadwiga Kałuska – obecnie Jadwiga Siedlecka-Siwuda z d. Kałuska – dla pisma „Niezależność” Biuletyn MKK NSZZ „Solidarność” w Stargardzie nr 5 z 21.05.1981.

Czytamy w nim, że do połowy lat 50. w Lipniku stał cmentarny kościółek. Gdy został rozebrany, w ruinach urządzono śmietnik. W 1981 r. ruiny kościoła wciąż pokrywała gruba warstwą śmieci, strasząc szpetotą wśród wysokich drzew i zielonej trawy znajdującego się za ogrodzeniem ówczesnego Rolniczego Zakładu Doświadczalnego.

Ten kościółek przed laty witał pierwszych polskich osadników w niedługi czas po zakończeniu wojny. Wyświęcony przez katolickiego księdza w 1947 r., był powiernikiem niedzielnych modlitw pierwszych mieszkańców Lipnika, świadkiem pierwszych ślubów i chrztów dzieci urodzonych już w Polsce.

Kościół był systematycznie okradany

Jak doszło do takiej profanacji świętego miejsca? Mówili o tym sami mieszkańcy Lipnika.

– Był to bardzo ładny kościółek – wspominała Cecylia Klajbor, która przyjechała do Lipnika razem z koleżankami w 1950 r. z Ostrowi Mazowieckiej, mając 18 lat, w poszukiwaniu pracy. W tym kościółku brała ślub, potem przychodziła tutaj z całą rodziną. – Kiedy tu przyjechałam obrazów już nie było, a kościół był systematycznie okradany. Dzwony skradziono nocą, chyba w1956 r. Przyjeżdżali jacyś panowie. Mówili, że potrzebne one były „na odbudowę katedry w Szczecinie”. Przyjechali od tyłu ciężarówką, nocą, zrobił się hałas, gdy zdejmowali dzwon. Ludzie przybiegli, aby bronić dzwonów, a oni powiedzieli, że mają rozkaz je zabrać. Byli wściekli, gdy musieli odjechać z kwitkiem. Mieli rozkaz zabrać, no i na drugą noc przyjechali i zabrali.

Inni mówili, że w 1947 r. stały tutaj jeszcze ławki na drewnianej podłodze, do 1950 r. był ołtarz, stała kazalnica, zupełnie dobra, którą potem rozebrano.

Można też było dowiedzieć się, że pewnego dnia jakiś samolot zrzucił cztery radiostacje w okolicach Lipnika. Ktoś usłyszał w polu sygnały nadawcze, znalazła się jedna radiostacja, ponieważ było to na polach niedaleko kościółka. Władze sądziły, że szpieg ukrywał się w kościele, a na polu nadawał. Ten człowiek, który znalazł radiostację, zaniósł ją do Stargardu na Warszawską. Za to jeszcze 3 dni go tam trzymali.

Dali po gębie dwa razy i zabrali dzwon

– A z tymi dzwonami to było tak! – mówił pan Roszak. – Dwóch ludzi ukradło nocą dzwon, drugi dzwon zamknąłem w magazynie na kłódkę. Ale przyjechali potem z UB w dzień, kazali otworzyć magazyn, dali po gębie dwa razy i dzwon ze sobą zabrali do Stargardu.

Roszak zameldował na komendzie, że ukradli dzwon. Za trzy tygodnie była sprawa i okazało się, że tamci handlowali, czym się dało. A dzwony były bardzo ładne, mosiądz ze srebrem…

– Obok kościółka znajdował się poniemiecki cmentarz. Powywozili nawet murowane płyty z grobowców, w nocy kradli z kościółka drobne przedmioty. To gospodarstwo i młyn w Kluczewie były wzorowe na Pomorzu, to i kościół był ładny, murowany – opowiadali mieszkańcy.

Roszak mówił, że w 1956 r. były już tutaj gruzy, kościół sami rozebrali. Pozostały jedynie fundamenty. Ci, którzy kazali go rozbierać, mieli pismo z Powiatowej Rady Narodowej. Strach było chodzić.

Narodziła się myśl, by upamiętnić krzyżem rozebrany kościół

– I raptem narodziła się myśl. Poddał ją naczelnik Kopczyński ze Szczecina – opowiadał Marek Kamiński, przewodniczący Komisji Zakładowej NSZZ „Solidarność” w Rolniczym Zakładzie Doświadczalnym Akademii Rolniczej w Lipniku. – Kopczyński podpowiedział, żeby tutaj to miejsce w Lipniku, gdzie kiedyś stał kościół, upamiętnić. Gdy powiedziałem o tym ludziom, żeby postawić tu krzyż, to patrzyli na mnie jak na wariata. Nie wierzyli, że z tego śmietnika może coś powstać. Ale teraz dzięki „Solidarności” są inne czasy.

Wkrótce ludzi ogarnął entuzjazm. Ideę wyświęcenia tym miejscu krzyża podchwycili starsi mieszkańcy Lipnika, ci, którzy pamiętali kościółek i ci młodzi. W ciągu dwóch tygodni z niespotykanym zapałem i radością mieszkańcy Lipnika pracowali przy wywożeniu śmieci, wycinaniu krzaków, sadzeniu kwiatów. Marek Kamiński razem z kilkoma kolegami zajęli się wykonaniem krzyża, wysokiego na 7,5 m. Obok krzyża miały stanąć sosnowe świeczniki. Pracowali codziennie do drugiej, trzeciej w nocy, rano szli do pracy. Krzyż został postawiony w czwartek. W sobotę 9 maja 1981 r. wieczorem rozpoczęła się uroczystość.

To była szczęśliwa myśl!

– Od krzyża kalwaryjskiego zaczyna się pochód chrześcijaństwa i zaczątek kościoła. Tak jest i dzisiaj – tymi słowami zwrócił się do zgromadzonych licznie na mszy mieszkańców Lipnika i Stargardu ksiądz celebrujący mszę Mieczysław Tłamacz. – Przykładem tego, że krzyż ożywia, buduje, jest dzisiejszy dzień, to miejsce. Jeszcze parę dni temu na tym miejscu były zarośla i krzaki, kawałek ziemi niegodny spojrzenia. Ileż to miejsce dzisiaj sprowadziło ludzi! Postawić w tym miejscu krzyż, to była szczęśliwa myśl! Miejmy nadzieję, że ten krzyż w tym właśnie miejscu, które cieszy i smuci z powodu tego złego, co się w tym miejscu dokonało, że ten krzyż ożywi te ruiny. Postawiony tutaj, w obrębie fundamentów dawnego kościoła, będzie w przyszłości krzyżem ołtarzowym i będzie tu świątynia.

W czasie tej samej uroczystości został poświęcony krzyż, który zawisł w siedzibie Komisji Zakładowej w RZD w Lipniku.

Pod koniec relacji czytamy, że zniszczenie kościółka i doprowadzenie do profanacji świętego miejsca stało się za aprobatą ówczesnych władz stargardzkich. Uroczystość poświęcenia krzyża w obrębie murów zburzonego kościoła było pstryczkiem w nos dla tych wszystkich, którzy chcieli narzucić zwykłym ludziom swój sposób myślenia, oderwany od tradycji polskich domów, którzy chcieliby doprowadzić do rozdźwięku między sumieniem a wypowiadanymi poglądami.

Wyrósł tam nowy kościół

Odnosząc się do publikacji w „Niezależności”, Jadwiga Siedlecka-Siwuda komentuje: – Rzadko zdarza się autorowi kończyć swój artykuł po 40 latach i dopisywać happy end. Mnie się to udało i z perspektywy lat widać, że postawienie krzyża było wydarzeniem szczęśliwym dla mieszkańców Lipnika. W latach 2005-2006 wyrósł obok kościół Matki Bożej Nieustającej Pomocy, zbudowany wg projektu inż. architekta Sławomira Nowickiego. Jest kościołem filialnym parafii pw. Miłosierdzia Bożego w Stargardzie, która swoje powstanie również zawdzięcza „Solidarności”.

Autorka wspomina, że mediacje biskupa pomocniczego szczecińsko-kamieńskiego Stanisława Szczepanka oraz przedstawicieli Zarządu Regionu Pomorze Zachodnie NSZZ „Solidarność” – Mariana Jurczyka, Grzegorza Olejnika i Stanisława Kocjana wymusiły zgodę władz Stargardu na budowę kościoła na dużym, nowym osiedlu XXX-lecia PRL – zgodę okupioną utratą stanowiska po wprowadzeniu stanu wojennego przez Czesława Kwiatkowskiego, wiceprezydenta Stargardu. Budowę świątyni rozpoczęto w 1983 r., a kościół Miłosierdzia Bożego, konsekrowany 15 października 2006 r., stał się siedzibą parafii Miłosierdzia Bożego i Dekanatu Stargard Zachód.

– W 2011 r. przeprowadzono rewitalizację krzyża w Lipniku, malując go brązową farbą. Zniknęła pod nią data poświęcenia, widoczna na historycznym zdjęciu z 1981 r. Krzyż osadzono w zewnętrznym zabezpieczeniu przed zniszczeniem i dodano nowe elementy wystroju ramion i wnętrza – uzupełnia informacje o lipnickim krzyżu Jadwiga Siedlecka-Siwuda, w czym pomogli jej Mirek Opęchowski i Przemek Antczak z Muzeum Archeologiczno-Historycznego w Stargardzie.

Cisi bohaterowie tamtych dni wolności

Na koniec Jadwiga Siedlecka-Siwuda z d. Kałuska wraca wspomnieniami do biuletynu, któremu szefowała: – „Niezależność” ukazała się w Stargardzie w ilości 25 numerów w okresie od 15 kwietnia do 11 grudnia 1981 r. Ostatniego, 25. numeru nie czytał chyba nikt. Cały nakład został skonfiskowany. Pismo związkowe stało się ofiarą stanu wojennego. Marzy mi się jeszcze jeden, jubileuszowy numer pisma, gdzie zostaną przedstawieni cisi bohaterowie tamtych dni wolności, m. in. losy Marka Kamińskiego z Lipnika, naczelnika Kopczyńskiego ze Szczecina, bohaterowie artykułów, współpracownicy redakcji oraz pracownicy Drukarni Akcydensowej. Jako redaktor naczelna dawnej „Niezależności” jestem to winna ludziom, o których już zapomniano, a którzy wnieśli swój wkład dla dobra wspólnego. Jeśli zechcecie mi w tym pomóc, z góry dziękuję za poświęcenie czasu i oczekuję na kontakt od Was pod adresem siwuda@vp.pl .

oprac. Bożena Kuszela

fot.: 1-3 ze zbiorów Jadwigi Siedleckiej-Siwudy, 4-11 Przemek Antczak

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

2 KOMENTARZE

SKOMENTUJ TEKST

Wprowadź swój komentarz!
Wpisz imię