Prezydent Stargardu: Historia musi być nauczycielką życia

0

Na Międzynarodowym Cmentarzu Wojennym przy ul. W. Reymonta odbyły się uroczystości związane z 81. rocznicą wybuchu II wojny światowej. Wzięli w nich udział przedstawiciele władz samorządowych, służb mundurowych, księża różnych wyznań oraz mieszkańcy.

Był apel pamięci i salwa honorowa.

– Historia musi być nauczycielką życia. Dzięki niej możemy zobaczyć, jakie konsekwencje wywołują ludzkie zachowania. II wojna światowa była jedną z najtrudniejszych kart w historii Polski, Europy i świata. Przez pryzmat tego konfliktu widzimy, że człowiek człowiekowi potrafi wyrządzić największe okrucieństwa. Chcemy czerpać lekcję z tej historii. Ważne, by w wymiarze relacji międzyludzkich każdego dnia kierować się zasadami. Żyjąc w ten sposób, oddajemy hołd tym, którzy walczyli o to, żebyśmy żyli w wolnej Polsce – mówił prezydent Rafał Zając. – Historia jest też lekcją życia dla władz państwowych i samorządowych. Czerpiemy z niej wiedzę o tym, jak silne i dobrze zorganizowane państwo wpływa na bezpieczeństwo swoich obywateli. Z historii uczymy się również tego, że współpraca w lokalnym wymiarze, dobra organizacja i wzajemne zrozumienie wpływają na rozwój naszych małych ojczyzn.

Kustosz Jolanta Aniszewska ze stargardzkiego muzeum przedstawiła odczyt historyczny. „Tu, na stargardzkim cmentarzu wojennym, spoczywają żołnierze wielu narodowości, walczący na frontach obu wojen światowych, znani z nazwiska i bezimienni. Jest tu też kwatera szczególna – uczestników wojny obronnej Polski. Żołnierzy Września 1939 roku. Tych, którzy 81 lat temu o świcie stanęli do nierównej walki i prosto z boju, wzięci do niewoli, trafiali m.in. tutaj, do Niemiec, do Dulagu L Stargard i innych obozów jenieckich” (całość niżej).

Później duchowni – katolicki, prawosławny i greckokatolicki – odmówili modlitwę ekumeniczną.

– Ten dzień 1 września jest dla nas wielkim przypomnieniem – ludzi, którzy zginęli niewinnie. Chcemy o nich pamiętać – mówił ks. Janusz Posadzy, proboszcz parafii pw. NMP Królowej Świata.

Na koniec, na grobach poległych żołnierzy złożono kwiaty i zapalono znicze.

Po oficjalnej uroczystości prezydent Rafał Zając ze współpracownikami, poseł Michał Jach i wojskowi odwiedzili grób westerplatczyka Jana Wojtowicza. Starszy legionista, który w 1939 r. walczył u boku majora Henryka Sucharskiego, przez większość życia żył w Stargardzie. Jest pochowany na cmentarzu przy ul. T. Kościuszki. Na jego mogile złożono kwiaty.

Tekst odczytu:

Żołnierze Września

A oni w trawie śpią pośród miasta.

Każdemu z serca

Drzewo wyrasta.

A w drzewach ptaki

Uwiły gniazda,

A w górze niebo

A w niebie gwiazda.

Palą się znicze.

Przychodzą ludzie

I chylą głowy.

Tak o żołnierskich mogiłach pisała Danuta Wawiłow w wierszu „Znicze”. Tu, na stargardzkim cmentarzu wojennym, spoczywają żołnierze wielu narodowości, walczący na frontach obu wojen światowych, znani z nazwiska i bezimienni. Jest tu też kwatera szczególna – uczestników wojny obronnej Polski. Żołnierzy Września 1939 roku. Tych, którzy 81 lat temu o świcie stanęli do nierównej walki i prosto z boju, wzięci do niewoli, trafiali m.in. tutaj, do Niemiec, do Dulagu L Stargard i innych obozów jenieckich.

Huk wojennych wystrzałów, który rozległ się najpierw na tczewskim moście, w Wieluniu i na Westerplatte, objął całą Polskę. Zwiastował jedno: wojna. Na kartach historii i w naszej pamięci zapisali się m.in. obrońcy Westerplatte, Poczty Gdańskiej, Kępy Oksywskiej, Lwowa, Grodna czy Wizny. Uczestnicy bitew pod Mławą, Bzurą, Mokrą czy Kałuszynem. Ułani spod Krojant, żołnierze z Borów Tucholskich.

Ale jeszcze broniła się Warszawa, trwał Modlin, niezdobyty pozostawał Hel, jeszcze walczyli żołnierze gen. Franciszka Kleeberga, jeszcze los nie wypełnił się pod Szackiem, Kockiem czy Wytycznem, jeszcze mjr Henryk Dobrzański „Hubal” prowadził swoich żołnierzy przez lasy, jeszcze ORP „Orzeł” nie dobił do angielskiego portu, jeszcze zmagano się z niemieckim i sowieckim agresorem, gdy brama tego cmentarza otworzyła się ponownie dla wojennych konduktów.

Obok siebie spoczęli tutaj Żydzi, ewangelicy, prawosławni, grekokatolicy i katolicy. Oficerowie i żołnierze. Ci, dla których służba była zawodem, żołnierze z poboru i rezerwiści, którzy wprost z cywilnego życia trafili na pola bitew. Lekarz (?), policjant, ziemianin, kucharz, asesor sądowy, poseł na Sejm RP IV kadencji por. Bogusław Łubieński i wielu innych… Zwyczajni obywatele Rzeczpospolitej.

Byli wśród nich marynarze z polskiego wybrzeża, żołnierze Samodzielnej Grupy Operacyjnej Polesie gen. Franciszka Kleeberga, funkcjonariusze Korpusu Ochrony Pogranicza, policjanci, a nawet oficer elitarnego Korpusu Kontrolerów Ministerstwa Spraw Wojskowych ppłk Bolesław Jacyna.

W sierpniu 1940 roku pochowano tutaj obrońcę Warszawy, uczestnika Bitwy pod Bzurą, kawalera Virtutti Militari Janusza Zarembę. Jego grobu już nie ma, ale nadal spoczywa tutaj oficer odznaczony także tym najwyższym polskim odznaczeniem wojennym – płk Ignacy Misiąg.

Tutaj, na starym Russenfriedhof, spoczęli żołnierze pochodzący z Mazowsza, Wielkopolski, Małopolski, Pomorza Gdańskiego, Wileńszczyzny, Nowogródczyzny, Wołynia, Tarnopolszczyzny oraz okolic Lwowa i Stanisławowa. Z całej II Rzeczpospolitej.

Kolejne pogrzeby odmierzały czas wojny. Ale dla pogrzebanych tutaj miała ona tylko gorzki smak porażki, złożenia broni, wpisanej w żołnierski los niewoli i osierocenia swoich bliskich. Umierali w obcym kraju i daleko od nich. Opatrzność nie ofiarowała im dnia końca wojny.

Pierwsze pogrzeby odbyły się 26 września 1939 roku. Pochowano wtedy dwóch polskich jeńców. W mogile oznaczonej nr 1 – grekokatolika, szeregowego Aleksandra Worolicza (Worobicza). W tej o numerze 2: katolika, urodzonego w Mińsku Mazowieckim Stefana Miernieckiego (Miernickiego). Nie wiemy, gdzie walczyli, gdzie wzięto ich do niewoli. Kim byli i o czym marzyli. Wiemy tylko, że połączyła ich nie tylko data pochówku, ale i dzień narodzin. Obaj żołnierze urodzili się 6 grudnia, z tym, że Worolicz dwudziestodwulatek był młodszy od swojego kolegi aż o 10 lat. Obaj też zmarli w prowizorycznym jenieckim szpitalu, w odstępie jednego dnia: Worobicz – 23 września 1939 r., Miernicki o szóstej rano dnia następnego. Byli jeńcami Dulagu L Stargard. Byli też żołnierzami, którzy 1 września 1939 roku, jak tysiące im podobnych, stanęli do walki. Ich żołnierski los dopełnił się jednak w tym mieście, a tutaj, na tym cmentarzu zakończyła się ich jeniecka droga.

Już na początku wojny szukano w Stargardzie miejsca, gdzie można będzie grzebać polskich żołnierzy, zmarłych w niewoli. Wtedy ten cmentarz wyglądał inaczej. Był mniejszy i usiany grobami z czasów Wielkiej Wojny, polska kwatera powstała też w innym miejscu niż dzisiaj. Bo w tyle cmentarza, po lewej stronie, w rogu przy płocie, gdzie był wolny kawałek przestrzeni. Zapełniał się on przez lata wojny, ale to już wtedy, w tamtym wrześniu roku 1939, stał się on symboliczną polską ziemią umarłych, bo znaczoną krzyżami i tabliczkami z nazwiskami żołnierzy wojska polskiego. Wrześniowców z obozów jenieckich na dzisiejszym Pomorzu Zachodnim.

Pierwsze znicze, zapalone rękoma nowych, polskich mieszkańców zapłonęły tutaj już w 1945 roku. Jeśli nie wtedy, to na pewno rok później wybrzmiał zapowiedziany łoskotem werbla apel poległych. Przywołano tych z Westerplatte, spod Monte Cassino, piasków Afryki, Lenino, Warszawy, znad Odry i Nysy, Berlina. Tych co „padli za Polskę na lądzie, morzu i w powietrzu”. Ci, którzy wtedy stali na tym cmentarzu, zapewne widzieli – jeszcze niezatarte upływem czasu – twarze tych, których stracili.

Niech i dzisiaj więc niesie się w przyszłość nasza pamięć o tych, co „w trawie śpią pośród miasta”.

(r)

fot. Bożena Kuszela

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

SKOMENTUJ TEKST

Wprowadź swój komentarz!
Wpisz imię